Allegro czy własny sklep internetowy?

Jak zacząć sprzedawać swoje produkty przez internet?

Autor: Sebastian Śnieciński | panwokularach.pl
Czas czytania: ok. 12 minut

#ecommerceB2B #Allegro #sklepinternetowy #sprzedażonline #cyfryzacjafirm

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Czym naprawdę różni się sprzedaż na Allegro od sprzedaży we własnym sklepie internetowym, poza oczywistą kwestią prowizji?
  • Ile kosztuje sprzedaż na allegro i przez sklep internetowy? Zobaczysz konkretne liczby: stawki prowizji, abonamenty platform, koszty wdrożenia i przede wszystkim koszty ukryte, o których mało kto mówi na etapie decyzji.
  • Jak policzyć próg opłacalności, czyli przy jakiej marży i przy jakim wolumenie marketplace zaczyna zabierać więcej, niż daje.
  • Dlaczego w firmach produkcyjnych, dystrybucyjnych i hurtowych Allegro najczęściej nie rozwiązuje problemu, tylko przesuwa go w czasie?
  • Na czym polega strategia hybrydowa i dlaczego pytanie „albo Allegro, albo sklep” jest po prostu źle postawione.
  • Jak może wyglądać plan pierwszych 90 dni uruchomienia sprzedaży online? Krok po kroku, niezależnie od tego, którą drogę wybierzesz.

Najważniejsze informacje

  1. Sprzedając na Allegro wynajmujesz ruch. Płacisz za dostęp do klientów, których ktoś inny już zgromadził. Dopóki płacisz, masz sprzedaż. Kiedy przestajesz płacić, sprzedaż znika razem z klientami, bo to nie byli twoi klienci.
  2. Własny sklep internetowy to Twoje narzędzie sprzedaży online. Buduje się wolniej, kosztuje więcej na starcie i przez pierwsze miesiące potrafi generować rozczarowująco małe obroty. Za to wszystko, co w nim zbudujesz, zostaje twoje: dane, relacja, marża, marka. I co najważniejsze pracuje na ciebie z każdym miesiącem efektywniej. 
  3. Realny koszt Allegro to nie sama prowizja. Do stawki kategorii trzeba doliczyć współfinansowanie przesyłek Smart, kampanie Allegro Ads, abonament konta, zwroty i czas obsługi. Suma bardzo szybko przekracza to, co widzisz w tabeli prowizji.
  4. Punkt zwrotny wyznacza marża, nie ambicja. Przy niskiej marży jednostkowej marketplace potrafi zjeść cały zysk, zanim zdążysz się zorientować. Przy wysokiej marży i produkcie łatwo porównywalnym cenowo Allegro bywa najtańszym źródłem pozyskania klienta, jakie masz w zasięgu ręki.
  5. W B2B Allegro rzadko odpowiada na prawdziwą potrzebę. Cenniki indywidualne, rabaty progowe, MOQ, terminy płatności, faktura z odroczonym terminem płatności, historia zamówień klienta: tego marketplace nie obsłuży, bo nie po to powstał.
  6. Najczęstszy dobry wybór to jedno i drugie, ale w innej roli. Marketplace jako kanał pozyskania i testu popytu, własny sklep jako kanał marży i powtarzalności.

Spis treści

Przeczytaj również

Czy allegro, czy własny sklep internetowy?

Zacznijmy od tego, że to pytanie jest źle postawione.

Kiedy właściciel firmy pyta mnie „Allegro czy własny sklep”, prawie zawsze pod spodem siedzi zupełnie inne pytanie: „od czego mam zacząć, żeby nie stracić pieniędzy”. I to jest bardzo dobre pytanie. Tylko odpowiedź na nie nie brzmi „Allegro” ani „sklep internetowy”, bo to nie są dwie wersje tego samego rozwiązania. To są dwa różne modele biznesowe, które przypadkiem polegają na tym, że ktoś klika „kup teraz” i zamawiania online.

Wyobraź sobie, że otwierasz punkt sprzedaży. Masz dwie możliwości. Pierwsza: wynajmujesz stoisko w największej galerii handlowej w mieście. Ludzie już tam są, chodzą, oglądają, kupują. Nie musisz ich sprowadzać. Płacisz czynsz od obrotu, przestrzegasz regulaminu galerii, stoisz obok trzydziestu konkurentów sprzedających dokładnie to samo, a klient, który u ciebie kupił, jutro wróci do galerii, ale niekoniecznie do ciebie. 

Druga możliwość: otwierasz własny lokal przy ulicy. Nikt o nim nie wie. Musisz zbudować szyld, ściągnąć ludzi, przekonać ich, że warto. Za to nie płacisz nikomu prowizji, sam ustalasz zasady, a klient, który raz trafi do Twojego sklepu i będzie zadowolony, wróci do ciebie, a nie do galerii.

Allegro to galeria. Własny sklep to lokal. Żadne z nich nie jest lepsze. de z nich jest dobre do czegoś innego. I zupełnie inaczej buduje się w nich sprzedaż.

Co dokładnie kupujesz od Allegro i ile to kosztuje?

Największa wartość Allegro jest jednocześnie największą pułapką: gotowy ruch. Nie musisz budować rozpoznawalności, nie musisz uczyć klienta, że można u ciebie kupić, nie musisz walczyć o widoczność w Google. Wystawiasz ofertę i pierwsza sprzedaż potrafi przyjść tego samego dnia. Dla firmy, która nigdy nie sprzedawała online to bezcenne, bo weryfikuje najważniejszą hipotezę: czy ktokolwiek w internecie chce kupić to, co produkujesz.

Teraz koszty. Prowizja od sprzedaży zależy od kategorii i różnice są ogromne. W elektronice stawki zaczynają się w okolicach 2,5% i sięgają 8%. W kategorii dom i ogród to mniej więcej 4,5% do 11%. Moda potrafi dojść do 11,5%, uroda mieści się w przedziale 8% do 10%, sport i turystyka 8% do 11,5%, motoryzacja rozstrzela się od 4,5% aż do 16%, a kategorie akcesoryjne i pozostałe potrafią sięgnąć 17%. Wystawienie oferty jest w większości kategorii bezpłatne, więc na pierwszy rzut oka wygląda to niegroźnie.

Uwaga na to, jak prowizja jest naliczana

Sama stawka procentowa to nie wszystko. W części kategorii Allegro nalicza prowizję progresywnie, czyli dzieli cenę na dwa odcinki i do każdego stosuje inną stawkę. Klasycznym przykładem jest Moda:

  • do 110 zł prowizja wynosi 11,5% netto,
  • powyżej 110 zł: 11,5% netto od pierwszych 110 zł plus 7,5% netto od nadwyżki.

Dla produktu za 200 zł daje to 12,65 zł (11,5% od 110 zł) plus 6,75 zł (7,5% od 90 zł), razem 19,40 zł netto, czyli efektywnie 9,7%, a nie 11,5%.

Sens tego mechanizmu jest prosty: im droższy produkt, tym niższa efektywna prowizja. Allegro w ten sposób zachęca do wystawiania towarów o wyższej wartości.

Jak to policzyć dla własnego produktu, na przykładzie kategorii Dziecko

Załóżmy dwa produkty w kategorii Dziecko: jeden za 150 zł, drugi za 325 zł. Sprawdźmy, ile zabierze prowizja w każdym z możliwych wariantów naliczania.

Wariant progresywny (ten sam mechanizm co w Modzie: 11,5% do 110 zł, 7,5% od nadwyżki):

Cena produktu

Odcinek do 110 zł

Nadwyżka

Prowizja netto

Prowizja brutto

Efektywna stawka

150 zł

12,65 zł

40 zł × 7,5% = 3,00 zł

15,65 zł

19,25 zł

10,43%

325 zł

12,65 zł

215 zł × 7,5% = 16,13 zł

28,77 zł

35,39 zł

8,85%

Wariant liniowy (stała stawka, zależna od podkategorii, bo w kategorii Dziecko rozpiętość sięga od około 5% przy chusteczkach i nianiach elektronicznych, przez około 8% przy fotelikach, do 11,5% przy pościeli i drobnym wyposażeniu):

Stawka

Prowizja od 150 zł (netto / brutto)

Prowizja od 325 zł (netto / brutto)

5%

7,50 zł / 9,23 zł

16,25 zł / 19,99 zł

8%

12,00 zł / 14,76 zł

26,00 zł / 31,98 zł

11,5%

17,25 zł / 21,22 zł

37,38 zł / 45,97 zł

Co z tego wynika praktycznie? 

Przy produkcie za 325 zł różnica między najniższą a najwyższą stawką w obrębie tej samej kategorii to ponad 21 zł na sztuce. Przy setce sprzedanych sztuk miesięcznie mówimy o dwóch tysiącach złotych różnicy wynikającej wyłącznie z tego, w której podkategorii wystawiłeś produkt. To jest jedna z najtańszych optymalizacji, jakie możesz zrobić, i jednocześnie jedna z najczęściej pomijanych.

Dwie rzeczy, o których trzeba pamiętać przy każdej takiej kalkulacji:

  1. Prowizja liczona jest od ceny wraz z kosztem dostawy, a nie od samej ceny produktu. Jeśli doliczasz 15 zł za wysyłkę, prowizja naliczy się także od tych 15 zł.
  2. Podane stawki są netto. Na fakturze zobaczysz je powiększone o VAT, więc realny przepływ gotówki jest o 23% wyższy, nawet jeśli podatek później odliczysz.

Stawki i progi różnią się między podkategoriami i zmieniają się kilka razy w roku, więc przed wystawieniem oferty sprawdź konkretną wartość w oficjalnym cenniku Allegro dla swojej podkategorii.



Problem polega na tym, że prowizja to dopiero początek rachunku. Doliczyć trzeba:

  • Współfinansowanie przesyłek Smart. Przy paczkomacie InPost obciążenie sprzedawcy rośnie wraz z wartością koszyka, orientacyjnie od około 1,59 zł przy tanich zamówieniach do około 9,99 zł przy koszykach powyżej 150 zł. Przy niskomarżowym produkcie to potrafi być więcej niż sama prowizja.
  • Promowanie ofert. Wyróżnienia zaczynają się od kilkunastu złotych za dziesięć dni, a kampanie Allegro Ads mają dzienne budżety minimalne liczone od kilku do kilkunastu złotych. Bez promocji w konkurencyjnej kategorii twoja oferta po prostu nie istnieje.
  • Abonament Allegro, ale tylko jeśli go włączysz. Samo konto firmowe jest bezpłatne i nie ma obowiązkowej opłaty miesięcznej za możliwość sprzedaży. Abonament to osobny, dobrowolny pakiet narzędzi: rozbudowana analityka, elementy marki widoczne przy ofertach, sekcja „Twój sklep”, planer Allegro Ads, dostęp do szkoleń. Pakiet Podstawowy kosztuje około 49 zł miesięcznie, Profesjonalny około 199 zł, a Ekspercki, adresowany do dużych sprzedawców z wieloma kontami, około 3000 zł. 

Ważne: abonament nie obniża prowizji od sprzedaży. Płacisz za widoczność, dane i wsparcie, a nie za tańszą transakcję. Dla firmy startującej z kilkunastoma ofertami zwykle nie ma sensu. Zaczyna się opłacać wtedy, gdy potrzebujesz danych o konkurencji do decyzji cenowych albo budujesz na Allegro rozpoznawalność marki, a nie tylko sprzedajesz pojedyncze sztuki.

  • Zwroty. To koszt, którego nikt nie planuje. Prosta rezerwa: jeśli obsługa jednego zwrotu kosztuje cię 15 zł, a zwracanych jest 5% zamówień, doliczasz 0,75 zł do każdego sprzedanego produktu.
  • Czas ludzi. Odpowiedzi na pytania, przygotowanie ofert, obsługa dyskusji, monitoring cen konkurencji. To nie jest darmowe, kosztuje Cię realne pieniądze tylko niefakturowane.

Kiedy zsumujesz te pozycje, realne obciążenie w wielu kategoriach ląduje znacznie wyżej niż prowizja. Sumę wszystkich kosztów trzeba porównywać z kosztem własnego sklepu, a nie samą stawkę procentową prowizji.

Do tego dochodzi coś, czego nie da się wycenić w złotówkach: na Allegro nie masz klienta, masz transakcję. Nie zbudujesz tam listy mailingowej, nie zrobisz własnej remarketingowej komunikacji, nie zaprosisz kupującego do programu lojalnościowego. Klient jest klientem Allegro. Ty jesteś dostawcą produktu.

Własny sklep internetowy: trzy warstwy kosztów i cztery rzeczy, których Allegro ci nie da.

Własny sklep odwraca całe równanie. Nie płacisz prowizji od każdej sprzedaży, ale płacisz z góry za przygotowanie, narzędzie i wdrożenie oraz płacisz za ruch, którego nikt nie da Ci za darmo.

Koszty dzielą się na cztery warstwy.

Warstwa pierwsza, przygotowanie i analiza przedwdrożeniowa. To jedyna z tych warstw, która pomijana  jest najczęściej. Firmy zaczynają od pytania „na jakiej platformie?”, zamiast od pytania „po co nam ten ten sklep, co dokładnie w tym sklepie ma się znaleźć, jak ma działać oraz komu i jak chcemy sprzedawać?”

Efekt zawsze jest ten sam: wdrożenie startuje, a po dwóch miesiącach okazuje się, że dane produktowe nie nadają się do importu, że cennik dla stałych klientów nie mieści się w logice systemu i że magazyn nie prowadzi stanów w czasie rzeczywistym, więc trzeba dopisać integrację, której nikt nie wycenił. Każda z tych rzeczy była do wykrycia przed podpisaniem umowy.

Co realnie mieści się w tej warstwie:

  • Analiza opłacalności. Marża po wszystkich kosztach na kluczowych produktach, koszt pozyskania klienta, wartość klienta w czasie. Czyli odpowiedź na pytanie, czy ten kanał w ogóle ma prawo się spiąć.
  • Audyt danych produktowych. Ile masz indeksów, jak są opisane, czy mają zdjęcia, parametry, kody EAN, czy nazewnictwo jest spójne. To najczęstsza przyczyna opóźnień we wdrożeniach i najłatwiejsza do sprawdzenia z wyprzedzeniem.
  • Mapa procesów i systemów. Co dziś dzieje się ręcznie, co jest w ERP lub w zewnętrznym systemie magazynowym, gdzie dane muszą płynąć w dwie strony, a gdzie wystarczy jedna. To z tego wychodzi realny zakres integracji, czyli jedna z najdroższych pozycji w wycenie wdrożenia.
  • Analiza klientów i konkurencji. Kto ma kupować, jakich informacji potrzebuje do decyzji, jak kupuje dziś i co robi konkurencja, która jest w online od pięciu lat.
  • Architektura kategorii i plan treści. Sposób poukładania asortymentu przesądza o widoczności w wyszukiwarce i o tym, czy klient znajdzie produkt. Przebudowa tego po starcie oznacza mapy przekierowań i utratę pozycji ale przede wszystkim masę dodatkowej roboty.
  • Wymagania i kryteria wyboru platformy. Lista tego, co system musi umieć, spisana zanim zobaczysz pierwszą prezentację handlową. Bez niej wybierzesz platformę, którą lepiej sprzedano, a nie tę, która pasuje do twojego biznesu.

Ile to kosztuje? Jeśli robisz to własnymi siłami, płacisz czasem: realnie kilkadziesiąt godzin pracy osoby, która zna asortyment i procesy. Będziesz błądzić i rozbijać się o skały. Jeśli kupisz tą usługę na zewnątrz jako audyt lub warsztat strategiczny, mówimy zwykle o kilku do kilkunastu tysięcy złotych, zależnie od skali firmy i liczby systemów i procesów do zmapowania.

Ta warstwa moim zdaniem jest najważniejsza, bo decyduje o kosztach trzech pozostałych. Dobrze zrobiona analiza nie jest dodatkowym wydatkiem, tylko sposobem na to, żeby nie zapłacić dwa razy za wdrożenie i nie przepalić budżetu reklamowego na sklep internetowy, który nie sprzedaje z powodów, o których nikt nie pomyślał. Zmiana decyzji na etapie arkusza kosztuje godzinę. Ta sama zmiana na etapie działającego sklepu kosztuje kilkanaście tysięcy.

I jeszcze jedno warte zapamiętania. Agencja, wdrażająca sklep interentowy tego za Ciebie nie zrobi. Będzie oczekiwać gotowych rozwiązań funkcjonalnych, do których dobierze odpowiednie rozwiązania technologiczne.  Ta robota musi być zrobiona zanim zgłosisz się do agencji po wycena sklepu.

Warstwa druga, oprogramowanie. Model abonamentowy jest dziś standardem i dla większości firm najrozsądniejszym startem. Popularne platformy SaaS w Polsce mają plany podstawowe w okolicach kilkuset złotych miesięcznie w cenie regularnej, z wyraźnie niższymi stawkami przy płatności rocznej z góry, oraz plany wyższe liczone w setkach złotych miesięcznie dla sklepów o większych katalogach i większym ruchu. Część dostawców rozlicza się inaczej, doliczając niewielką opłatę od każdego zamówienia zamiast wysokiego abonamentu, co przy małym wolumenie bywa korzystniejsze. Ceny i modele zmieniają się często, więc przed decyzją zawsze weryfikuj je bezpośrednio u dostawcy.

Drugi model to rozwiązania open source, czyli sklep zbudowany na WooCommerce, PrestaShop albo Magento. Tu licencja najczęściej to jedyna rzecz, która jest darmowa. Cała reszta przenosi się na twoją stronę: hosting o parametrach dopasowanych do ruchu, aktualizacje silnika i wtyczek, kopie zapasowe, certyfikaty, monitoring, poprawki bezpieczeństwa oraz ktoś, kto to wszystko robi. W praktyce oznacza to stałą umowę z agencją albo programistą, a koszt tej opieki bywa wyższy niż abonament SaaS, który miał być drogi.

Krótko, czym się różnią:

  • WooCommerce. Wtyczka do WordPressa, najniższy próg wejścia, ogromny ekosystem dodatków, w większości płatnych w modelu rocznym. Świetna do sklepów o niewielkim katalogu, mocno związanych z treścią i blogiem. Zaczyna sprawiać kłopoty, gdy dokładasz dziesiątki tysięcy indeksów albo pięć wtyczek, które modyfikują to samo miejsce w koszyku.
  • PrestaShop. Rozwiązanie stricte sklepowe, popularne w Polsce, z dobrym zapleczem lokalnych modułów do płatności, kurierów i integracji z systemami magazynowymi. Rozsądny wybór dla firm, które chcą pełnej kontroli nad kodem bez wchodzenia w ciężką architekturę.
  • Magento, dziś rozwijane jako Adobe Commerce – dwie wersje: Obecnie rynek dzieli się na darmowe Magento Open Source (kod źródłowy nadal jest ogólnodostępny) oraz płatną, licencjonowaną wersję Adobe Commerce z zaawansowanymi funkcjami dla dużych firm. 

Bardzo mocne w B2B: wiele stref cenowych, cenniki dla grup klientów, złożone katalogi, wiele sklepów na jednej instalacji. Jednocześnie najdroższe w utrzymaniu, wymagające dedykowanej infrastruktury i zespołu, który zna tę technologię. Wersja open source jest bezpłatna, wariant komercyjny wyceniany jest indywidualnie i jest to rozmowa dla dużych organizacji.

Kiedy open source ma sens? Wtedy, gdy potrzebujesz własnej logiki, której SaaS nie obsłuży, gdy masz w firmie lub na stałe pod ręką zasoby i kompetencje techniczne lub gdy planujesz sklep jako rozbudowany system, który będzie się rozwijał latami. 

Kiedy nie ma sensu? Gdy startujesz, nie masz zespołu technicznego i chcesz sprawdzić, czy kanał w ogóle się spina. Wtedy pozorna oszczędność na licencji zamienia się w kilka miesięcy opóźnienia i rachunki za pracę programisty.

Uczciwa zasada: w SaaS płacisz abonament i nie martwisz się technologią, w open source nie płacisz abonamentu i martwisz się technologią przez cały czas życia sklepu. Porównuj więc nie ceny licencji, tylko całkowity koszt posiadania w perspektywie trzech lat, razem z hostingiem, opieką techniczną i tempem, w jakim jesteś w stanie wprowadzać zmiany.

Warstwa trzecia, wdrożenie. Tu rozrzut jest największy i tu firmy najczęściej się przeliczają. Gotowy szablon uzupełniony treścią i zdjęciami zamyka się w kilku tysiącach złotych. Sklep z indywidualnym projektem graficznym, integracją z systemem magazynowym lub ERP, konfiguracją płatności i logistyki oraz sensownie zbudowaną architekturą kategorii to wydatek rzędu kilkudziesięciu tysięcy. Rozbudowane wdrożenia B2B z konfiguratorem, cennikami indywidualnymi i pełną dwustronną wymianą danych z ERP potrafią przekroczyć sporo ponad sto tysięcy złotych.

Warstwa czwarta, ruch. I to jest ta pozycja, którą prawie wszyscy pomijają w kalkulacji, a która decyduje o powodzeniu. Sklep bez marketingu to wizytówka, nie kanał sprzedaży. Budżet na Google Ads, treści, SEO, kampanie w mediach społecznościowych i email marketing jest kosztem stałym, nie jednorazowym. W praktyce w pierwszym roku warto zakładać, że na marketing wydasz co najmniej tyle, ile na samo wdrożenie.

W zamian dostajesz cztery rzeczy, których marketplace nie da Ci nigdy: pełną marżę, własne dane o kliencie, dowolność w kształtowaniu oferty i asortymentu oraz markę, która z czasem sama zaczyna generować ruch.

Matematyka marży, czyli gdzie naprawdę leży granica?

Cała decyzja sprowadza się do jednego działania, które zajmuje około piętnaście minut w arkuszu.

Weź swój najlepiej sprzedający się produkt. Zapisz cenę sprzedaży brutto. Odejmij VAT. Odejmij koszt zakupu lub wytworzenia. To, co zostało, to twoja marża jednostkowa w złotówkach. Teraz odejmij od niej wszystko, co zabiera marketplace: prowizję kategorii liczoną od ceny wraz z dostawą, udział w przesyłce Smart, uśredniony koszt promowania przypadający na jedną sprzedaż oraz rezerwę na zwroty. Liczba, która zostanie na końcu, to twój realny zysk z jednej transakcji na Allegro.

Powtórz to samo dla sklepu własnego. Tam zamiast prowizji wstawiasz prowizję operatora płatności, koszt wysyłki i uśredniony koszt pozyskania klienta z reklamy. Ten ostatni jest kluczowy i musisz go znać, a nie zgadywać.

Z tego ćwiczenia wychodzą zwykle trzy scenariusze.

Scenariusz pierwszy: marża jednostkowa poniżej dwudziestu procent. Marketplace zabierze praktycznie cały zysk. Sprzedaż będzie rosła, obroty będą wyglądały świetnie w raportach, a na koncie nic nie zostanie. To najbardziej podstępna sytuacja, bo wygląda na sukces. Tu Allegro ma sens wyłącznie jako narzędzie do upłynniania nadwyżek magazynowych albo produktów schodzących z oferty.

Scenariusz drugi: marża od dwudziestu do czterdziestu procent. Allegro się broni, ale tylko przy dyscyplinie. Musisz pilnować kategorii, w których prowizja jest niska, unikać przepalania budżetu na promowanie i traktować marketplace jako uzupełnienie, a nie fundament.

Scenariusz trzeci: marża powyżej czterdziestu procent lub produkt trudny do porównania. Tu masz komfort. Możesz sprzedawać na Allegro i równolegle budować sklep, finansując rozwój marki z zysków z marketplace. To najzdrowsza sytuacja startowa, jaka istnieje.

Jest jeszcze jedna liczba, którą warto policzyć od razu: wartość klienta w czasie czyli LTV. Jeśli twój produkt kupuje się raz na pięć lat, relacja z klientem ma niewielką wartość ekonomiczną i marketplace jest w porządku. Jeśli klient wraca co miesiąc, każda transakcja oddana Allegro to oddanie całego przyszłego strumienia przychodu.

Firmy produkcyjne, dystrybucyjne i hurtowe: tu równanie wygląda inaczej

Jeśli sprzedajesz do firm, a nie do konsumentów, powyższa kalkulacja jest tylko połową obrazu. Bo w B2B problem najczęściej nie polega na tym, że nie ma gdzie sprzedawać. Problem polega na tym, że dział handlowy tonie w mailach z zapytaniami o dostępność, cenę i termin, a każde zamówienie przechodzi przez człowieka.

I teraz uwaga: Allegro tego nie naprawi. Marketplace jest zbudowany wokół jednej ceny widocznej dla wszystkich. A twój biznes stoi na czymś dokładnie odwrotnym:

  • Każdy kontrahent ma swój cennik, wynegocjowany kilka lat temu i traktowany jak rzecz święta.
  • Ceny zależą od progów ilościowych, a te progi bywają różne dla różnych klientów.
  • Obowiązują minimalne wielkości zamówienia i wielokrotności opakowań zbiorczych.
  • Klienci kupują z odroczonym terminem płatności, nie płacą kartą lub e-płatnościami.
  • Zamówienia często powtarzają się co miesiąc na tej samej liście indeksów.
  • Klient chce zobaczyć swoją historię zakupów, swoje faktury i swój stan salda.

Żadnej z tych rzeczy marketplace nie obsłuży. To nie jest wada Allegro, tylko konsekwencja tego, do czego zostało zaprojektowane.

Dlatego w firmach B2B rekomendacja jest zwykle inna niż w B2C. Zamiast pytać „Allegro czy sklep”, pytamy: którą część pracy działu handlowego da się przenieść do systemu, żeby handlowcy przestali być operatorami zamówień, a zaczęli być sprzedawcami. Odpowiedzią jest platforma B2B z logowaniem, indywidualnymi cennikami i integracją z systemem magazynowym. Efekt nie polega na tym, że pojawia się nowy kanał. Polega na tym, że stały klient przestaje dzwonić z rutynowym zamówieniem, a handlowiec odzyskuje kilkanaście godzin miesięcznie na rozmowy, które faktycznie przynoszą nowy przychód.

Widziałem ten mechanizm wielokrotnie i zawsze wygląda tak samo. Firma spodziewa się nowych klientów z internetu, a dostaje coś znacznie cenniejszego: przestaje tracić czas na obsługę tych, których już ma.

Allegro w takiej firmie nadal ma sens, ale w wąskiej roli: jako kanał dotarcia do mniejszych odbiorców, do klientów detalicznych, do rynku, którego handlowcy i tak nie obsłużyli rentownie. To jest dobre zastosowanie i szkoda z niego rezygnować.

Strategia hybrydowa, czyli dlaczego "albo, albo" to fałszywy wybór?

Najskuteczniejsze wdrożenia, jakie prowadziłem, nie polegały na wyborze jednego kanału. Polegały na przypisaniu każdemu kanałowi innej roli i konsekwentnym trzymaniu się tego podziału.

Allegro pełni rolę kanału odkrycia. Tam trafia asortyment, który sprzedaje się sam: produkty rozpoznawalne, łatwo porównywalne, o dobrej marży, niewymagające tłumaczenia. Allegro jest też najlepszym narzędziem badawczym, jakie masz, bo w kilka tygodni pokaże, na co jest popyt, przy jakiej cenie oraz to o co pytają klienci.

Własny sklep pełni rolę kanału marży i relacji. Tam trafia pełny katalog, zestawy, produkty konfigurowalne, materiały eksploatacyjne, treści doradcze i wszystko, co wymaga wytłumaczenia. Tam też budujesz to, czego Allegro ci nie odda: bazę adresów, wiedzę o zachowaniach klientów i powtarzalność zakupów.

Między nimi budujesz most. Do każdej paczki wysyłanej z Allegro wkładasz powód, żeby następnym razem klient przyszedł bezpośrednio do ciebie: instrukcję, poradnik, kod na pierwsze zamówienie w sklepie, kartę gwarancyjną wymagającą rejestracji. Zgodnie z regulaminem marketplace nie możesz nachalnie przekierowywać klientów, ale możesz dać im wartość, która sama ich do ciebie sprowadzi. Ta różnica jest istotna i warto ją uszanować.

Ten model ma jeszcze jedną zaletę, o której mało kto myśli na starcie: odporność. Firma zbudowana wyłącznie na jednym marketplace ma jednego dostawcę całego przychodu. Zmiana algorytmu, zmiana stawek, blokada konta z powodu nieporozumienia i przychód znika w ciągu doby. Własny sklep nie zniknie, bo należy do ciebie.

START i pierwsze 90 dni, krok po kroku

Niezależnie od tego, który wariant wybierzesz, kolejność działań jest ta sama. Kolejność jest ważniejsza niż wybór platformy.

Dni 1 do 14. Policz, zanim cokolwiek uruchomisz. Zbierz dane o marży na dwudziestu najlepiej rotujących produktach. Sprawdź stawkę prowizji dla swoich kategorii. Wykonaj kalkulację opisaną wyżej. Jeśli po odjęciu wszystkich kosztów zostaje mniej niż kilkanaście procent, wróć do cennika, zanim wrócisz do decyzji o kanale.

Dni 15 do 30. Uporządkuj dane produktowe. To jest etap, którego wszyscy nienawidzą i który decyduje o wszystkim. Potrzebujesz: spójnych nazw produktów, kompletnych parametrów technicznych, kodów EAN, zdjęć na białym tle w rozdzielczości nadającej się do powiększania, opisów, które odpowiadają na pytania klienta zamiast wymieniać cechy. Bez tego żaden kanał nie zadziała, bo we wszystkich sprzedaje ta sama karta produktu.

Dni 31 do 45. Poukładaj logistykę i płatności. Ustal realne czasy wysyłki i nie obiecuj więcej, niż dowieziesz. Wybierz operatorów. Napisz procedurę zwrotów i reklamacji, zanim przyjdzie pierwszy zwrot, a nie po. Przygotuj regulamin i politykę prywatności zgodne z obowiązującymi przepisami. To nudne i to jest dokładnie to miejsce, w którym najczęściej rodzą się kosztowne problemy.

Dni 46 do 60. Uruchom pierwszy kanał w minimalnym zakresie. Jeśli wybierasz Allegro, wystaw kilkanaście produktów, a nie cały katalog. Jeśli wybierasz sklep, uruchom go z jedną spójną kategorią, a nie ze wszystkim naraz. Celem tego etapu nie jest obrót, tylko nauczenie się procesu na małej skali, gdzie błąd kosztuje mniej.

Dni 61 do 75. Zmierz, co się dzieje. Konfiguracja analityki, śledzenie zamówień, kontrola marży realizowanej, a nie planowanej. Zapisuj pytania, które zadają klienci, bo to gotowa lista treści, które musisz dopisać do kart produktów.

Dni 76 do 90. Skaluj to, co działa, i tnij to, co nie. Dopiero teraz zwiększasz asortyment, budżety reklamowe i liczbę kanałów. Nie wcześniej. Skalowanie procesu, który nie działa, po prostu szybciej pokazuje, że nie działa.

Trzy błędy, które kosztują najwięcej

Traktowanie startu jako końca projektu. Uruchomienie sklepu albo konta na Allegro to nie meta, tylko linia startu. Nazywam to pułapką startu: firma świętuje uruchomienie platformy i przestaje inwestować dokładnie w momencie, w którym praca się zaczyna. Sprzedaż nie bierze się z istnienia sklepu, tylko z tego, co robisz codziennie po jego uruchomieniu.

Konkurowanie ceną z samym sobą. Jeśli ten sam produkt jest na Allegro taniej niż w twoim sklepie, sam sobie odbierasz najbardziej rentowny kanał. Polityka cenowa musi być przemyślana zanim wystawisz pierwszą ofertę, a nie po pierwszym spadku marży.

Pominięcie własnego zespołu handlowego. W firmach B2B nowy kanał budzi u handlowców całkiem racjonalny lęk o prowizję i o pozycję. Jeżeli nie odpowiesz na ten lęk uczciwie, dostaniesz cichy sabotaż zamiast wsparcia. Rozwiązanie, które sprawdza się najlepiej: przypisz odpowiedzialność za kanał offline i online do jednego działu, włącz handlowców w projektowanie platformy i pokaż im, że nowy kanał skraca im drogę do zamknięcia sprzedaży, a nie odbiera klienta.

FAQ, czyli najczęściej zadawane pytania

Czy mogę zacząć od Allegro i przejść na własny sklep później? Tak i dla wielu firm jest to najrozsądniejsza kolejność. Allegro daje szybką weryfikację popytu i przepływ gotówki, z którego można sfinansować budowę sklepu. Warunek jest jeden: od pierwszego dnia zbieraj wiedzę, która zostanie z tobą po przejściu. Jakie pytania zadają klienci, które warianty sprzedają się najlepiej, przy jakiej cenie kończy się zainteresowanie.

Ile realnie trwa uruchomienie własnego sklepu? Uruchomienie sklepu na gotowym szablonie z uporządkowanymi danymi produktowymi to kwestia kilku tygodni. Wdrożenie z indywidualnym projektem i integracją z systemem magazynowym to zwykle od dwóch do czterech miesięcy. Najdłuższym elementem prawie nigdy nie jest technologia, tylko przygotowanie danych o produktach. To potrafi trwać od kilku tygodni do kilku miesięcy.

Czy da się sprzedawać w obu miejscach bez konfliktu? Da się i tak robi większość dojrzałych sprzedawców. Klucz to podział ról i asortymentu. Na marketplace idą produkty, które sprzedają się same. W sklepie zostaje pełen katalog, zestawy, produkty wymagające doradztwa i wszystko, co buduje powtarzalność. Ważna jest też przemyślana i starannie zaprojektowane polityka cenowa. 

Co z prowizjami, jeśli mam bardzo niską marżę? Przy niskiej marży jednostkowej marketplace najczęściej nie ma sensu jako główny kanał. Zanim jednak zrezygnujesz, sprawdź dwie rzeczy: czy sprzedajesz w optymalnej kategorii oraz czy da się podnieść wartość koszyka przez zestawy i akcesoria. Podniesienie średniego koszyka zmienia rachunek szybciej niż zmiana kanału.

Czy Allegro sprawdzi się w sprzedaży B2B? W ograniczonym zakresie. Sprawdzi się przy prostych, katalogowych produktach kupowanych przez mniejsze firmy. Nie sprawdzi się tam, gdzie potrzebne są indywidualne cenniki, rabaty progowe, odroczone terminy płatności i historia zamówień klienta. Do tego potrzebna jest platforma B2B, a nie marketplace.

Ile powinienem przeznaczyć na marketing własnego sklepu? Uczciwa odpowiedź: co najmniej tyle, ile wydałeś na wdrożenie, i to w skali pierwszego roku. Sklep bez budżetu na ruch nie sprzedaje. Jeśli nie masz takiego budżetu, lepiej zacząć od marketplace i budować sklep z zysków.

Od czego zacząć, jeśli mam wybrać tylko jedną rzecz na ten tydzień? Od kalkulacji marży po wszystkich kosztach, na dwudziestu najważniejszych produktach. Ta jedna tabela odpowie na pytanie o kanał lepiej niż jakikolwiek artykuł, łącznie z tym.

O autorze

Nazywam się Sebastian Śnieciński i jestem konsultantem e-commerce B2B z ponad 20-letnim doświadczeniem w cyfrowej transformacji firm produkcyjnych, dystrybucyjnych i hurtowych. Buduję markę panwokularach | internety tłumaczy, blog i serwis doradczy dla firm B2B, które chcą zacząć sprzedawać online lub robić to skuteczniej.

W pracy z klientami stosuje pętle PWE: najpierw nazywam Problem, potem definiuje Wartość, a na końcu buduje Efekt biznesowy. Ta kolejność chroni przed najdroższym błędem w e-commerce, czyli kupowaniem technologii, zanim ktokolwiek policzył, co ma z niej wynikać.

Jeśli stoisz przed decyzją o pierwszym kanale sprzedaży online i chcesz ją oprzeć na liczbach, a nie na przeczuciu, napisz. Najlepsze rozmowy zaczynają się od arkusza z marżą, nie od prezentacji platformy.

Uwaga: stawki prowizji, opłaty marketplace i ceny abonamentów platform sklepowych zmieniają się kilka razy w roku. Liczby podane w artykule mają charakter orientacyjny i odzwierciedlają stan na 2026 rok. Przed podjęciem decyzji zweryfikuj aktualne warunki bezpośrednio u operatora.

Umów konsultacje

Pogadajmy, o sprzedaży i marketingu w internetach! Opowiedz mi o swoich celach, czy problemach z którymi się zmagasz.

Na co dzień pomagam firmom ogarniać sprzedaż w Internecie – od pierwszego kliknięcia, do regularnych zamówień. Ponad 90% mojej pracy to wdrożenie i uruchomienie tego, co wspólnie zaplanujemy.

Pokażę Ci nie tylko „CO”, ale przede wszystkim „JAK” trzeba zrobić.

Napisz do mnie i umów się na rozmowę. Pamiętaj, że osobiście odpisuję na każdego maila. Zresztą, napisz i sprawdź... 🙂

Więcej informacji o przetwarzaniu twoich danych osobowych przez administratora i Twoich uprawnieniach znajdziesz tutaj.