W kupowaniu B2B karty rozdają emocje i grają o wszystko!
Autor: Sebastian Śnieciński | panwokularach.pl Czas czytania: ok. 11 minut
#emocjewb2b #sprzedażb2b #marketingb2b #procesyzakupowe #budowaniezaufania
Z tego artykułu dowiesz się
- Dlaczego mit racjonalnego kupca B2B jest tylko wygodnym uproszczeniem, a nie prawdą.
- W którym miejscu procesu zakupowego emocje w B2B działają najsilniej i dlaczego to nie jest moment zakupu, tylko moment lojalności.
- Czego tak naprawdę boją się osoby decyzyjne po drugiej stronie stołu i jak te lęki wpływają na ich decyzje.
- Dlaczego stawka emocjonalna w B2B bywa wyższa niż w B2C, mimo że nikt tego głośno nie mówi.
- Jak zmienić komunikację marketingową i sprzedażową firmy B2B, żeby budowała realne zaufanie zamiast pustego profesjonalizmu.
- Kilka praktycznych kroków, które możesz wdrożyć już w tym tygodniu, niezależnie od wielkości Twojej firmy.
Wstęp, czyli mit racjonalnego kupca B2B
Jeśli pracujesz w sprzedaży, marketingu albo zarządzasz firmą B2B, to prawdopodobnie nieraz słyszałeś zdanie w stylu: klient B2B kupuje głową, nie sercem. Analizuje specyfikację, porównuje oferty, liczy koszty wdrożenia i zwrot z inwestycji. Emocje zostawia w domu, a do pracy przychodzi w garniturze logiki.
Brzmi solidnie. Problem w tym, że to nieprawda, a przynajmniej nie cała prawda.
Pracuję od ponad dwudziestu lat przy cyfrowej transformacji firm produkcyjnych, dystrybucyjnych i hurtowych. W tym czasie usiadłem przy wielu stołach, przy których zapadały decyzje o wdrożeniu nowych systemów, zmianie dostawcy albo wejściu firmy w sprzedaż online. I za każdym razem, niezależnie od branży i wielkości firmy, powtarzał się ten sam schemat. Na slajdach i w mailach królowała logika, liczby i argumenty biznesowe. W realnych rozmowach kuluarowych, przy kawie, po zamknięciu drzwi sali konferencyjnej, dominowały emocje.
To nie jest sprzeczność. To jest po prostu inny sposób działania emocji w B2B niż ten, który znamy z zakupów konsumenckich.
Dlaczego uparcie kojarzymy emocje wyłącznie z B2C
Kiedy myślimy o emocjach w sprzedaży, naturalnie kierujemy się w stronę konsumenta. To on kupuje buty pod wpływem impulsu, wybiera markę kawy, bo kojarzy mu się z porannym rytuałem, albo decyduje się na droższy telefon, bo chce poczuć się częścią określonej grupy. W B2C emocje bardzo często są zapalnikiem. To one uruchamiają cały proces zakupowy, zanim jeszcze pojawi się jakakolwiek racjonalizacja.
W świecie B2B lubimy myśleć inaczej. Tam przecież mamy działy zakupów, procedury, tabele porównawcze, przetargi i formalne kryteria wyboru dostawcy. Cały ten aparat sprawia wrażenie maszyny, która eliminuje emocje z równania. I rzeczywiście, eliminuje je z jednego konkretnego miejsca, czyli z momentu inicjacji procesu. Nikt nie kupuje systemu ERP dlatego, że akurat miał dobry dzień.
Ale to, że emocje nie odpalają procesu zakupowego w B2B, nie oznacza, że ich tam nie ma. Zostały po prostu przesunięte gdzie indziej.
Gdzie naprawdę mieszkają emocje w procesie zakupowym B2B
Z mojej perspektywy i wielu lat obserwacji, emocje w B2B pełnią inną funkcję niż w B2C. Nie inicjują zakupu, tylko budują coś dużo trwalszego, czyli lojalność, przywiązanie do marki i poczucie bezpieczeństwa.
Pomyśl o tym w ten sposób. Firma wybiera dostawcę oprogramowania po długim, wielomiesięcznym procesie analizy, testów i negocjacji. Racjonalna część tej decyzji rzeczywiście miała miejsce, bo ktoś porównał funkcjonalności, ceny i warunki wdrożenia. Ale to, czy ta firma zostanie z dostawcą na kolejne lata, czy poleci go innym, czy będzie bronić tej decyzji przed swoim zarządem, gdy pojawią się problemy, to już czysta emocja. To zaufanie, poczucie, że ktoś po drugiej stronie naprawdę rozumie ich problem i że w kryzysowym momencie nie zostaną sami.
Innymi słowy, w B2C emocje sprzedają pierwszy raz. W B2B emocje sprawiają, że klient zostaje na dłużej i nie ucieka do konkurencji przy pierwszej lepszej okazji.
Dlaczego decyzje w B2B potrafią być bardziej emocjonalne niż w B2C
To zdanie brzmi kontrowersyjnie, ale mam ku niemu konkretne uzasadnienie. W transakcjach B2B stawka jest po prostu wyższa. Mówimy o dłuższych procesach decyzyjnych, większych kwotach, wielu osobach zaangażowanych w decyzję i znacznie dłuższym horyzoncie współpracy. To wszystko sprawia, że ryzyko związane z podjęciem złej decyzji jest nieporównywalnie większe niż w przypadku zakupu konsumenckiego.
Kiedy klient indywidualny kupi niewłaściwy produkt, w najgorszym razie straci pieniądze i czas, a produkt odda lub schowa w szafie. Kiedy menedżer w firmie zarekomenduje niewłaściwego dostawcę albo złe rozwiązanie technologiczne, konsekwencje mogą sięgać znacznie dalej. Opóźnienia we wdrożeniu, straty finansowe, napięcia w zespole, a czasem realne zagrożenie dla dalszej kariery tej osoby w firmie.
Właśnie dlatego twierdzę, że w B2B mamy do czynienia z silniejszym przywiązaniem emocjonalnym do sprawdzonych marek i dostawców niż w klasycznym B2C. To nie jest przywiązanie sentymentalne, tylko przywiązanie wynikające z potrzeby bezpieczeństwa. Gdy raz znajdziemy partnera biznesowego, który nas nie zawiódł, trzymamy się go mocno, bo zmiana oznacza nowe, nieznane ryzyko.
Cztery lęki, które napędzają decyzje zakupowe w B2B
Za każdą decyzją biznesową stoi konkretny człowiek z imieniem i nazwiskiem, który bierze na siebie odpowiedzialność za jej skutki. Z mojego doświadczenia wynika, że w głowach osób decyzyjnych w B2B najczęściej pojawiają się cztery obawy.
Pierwsza to strach przed podjęciem złej decyzji, a razem z nią strach przed utratą czasu i włożonego wysiłku. Proces zakupowy w B2B bywa długi i wymagający. Analizy, spotkania, negocjacje, konsultacje wewnętrzne. Nikt nie chce, żeby ten cały wysiłek poszedł na marne przez wybór nietrafionego rozwiązania.
Druga obawa dotyczy wiarygodności i zaufania. Osoba, która rekomenduje albo zatwierdza zakup, wystawia na szalę swoją reputację w organizacji. Jeśli decyzja okaże się chybiona, to właśnie ta osoba będzie musiała się z niej tłumaczyć przed przełożonymi, zespołem albo zarządem.
Trzecia obawa jest bardzo osobista i rzadko wypowiadana głośno. To lęk o własne stanowisko i miejsce pracy. W wielu organizacjach poważny błąd decyzyjny może realnie wpłynąć na dalszą karierę osoby, która za nim stała.
Czwarta obawa to strach przed poniesieniem odpowiedzialności za porażkę i związane z nią koszty. Nie chodzi tylko o pieniądze wydane na zły zakup, ale też o czas, reputację firmy wobec jej klientów i wewnętrzne napięcia, które taka porażka może wywołać.
Wszystkie te cztery lęki mają jedną wspólną cechę. Są głęboko emocjonalne, nawet jeśli na zewnątrz ubierane są w język analiz, wskaźników i ryzyka biznesowego.
Co to oznacza dla Twojej firmy B2B
Jeśli zarządzasz firmą B2B albo masz realny wpływ na to, jak wygląda jej marketing i sprzedaż, warto zatrzymać się przy kilku konkretnych wnioskach.
Buduj komunikację opartą na empatii, a nie na pustym profesjonalizmie
Wiele firm B2B wciąż wierzy, że klucz do sukcesu leży w brzmieniu maksymalnie poważnie, formalnie i eksperckim. W efekcie ich komunikacja marketingowa staje się sztywna, bezosobowa i trudna do odróżnienia od dziesiątek innych firm z tej samej branży. Tymczasem po drugiej stronie zawsze jest człowiek, który ma swoje realne problemy, obawy i cele. Komunikacja, która to dostrzega i mówi wprost o tych problemach, buduje znacznie silniejszą więź niż kolejna prezentacja pełna żargonu.
Nie kopiuj konkurencji, buduj wyrazistość
Jeśli Twoja komunikacja wygląda i brzmi tak samo jak komunikacja konkurencji, to z perspektywy klienta stajesz się przezroczysty. Trudno zbudować zaufanie i lojalność do marki, która niczym się nie wyróżnia. Warto poświęcić czas na znalezienie własnego tonu, własnego sposobu opowiadania o produkcie i własnej perspektywy na problemy klientów.
Nie bój się wyrazistego przekazu
Nijaka, bezpieczna komunikacja wydaje się rozwiązaniem bez ryzyka, ale w praktyce jest jednym z najskuteczniejszych sposobów na to, żeby marka stała się niezapamiętywalna. Odważny, konkretny przekaz, nawet jeśli wzbudza dyskusję, zapada w pamięć znacznie lepiej niż grzeczne ogólniki.
Pokaż, że rozumiesz problem drugiej strony
Zanim zaczniesz mówić o swoim produkcie, pokaż, że naprawdę rozumiesz sytuację, w której znajduje się Twój potencjalny klient. Jakie ma codzienne wyzwania, czego się obawia, na czym mu najbardziej zależy. Dopiero na tym fundamencie ma sens pokazywanie, jak Twoje rozwiązanie odpowiada na te konkretne potrzeby.
Jak to wygląda w praktyce
Wyobraź sobie dyrektora sprzedaży w średniej wielkości firmie dystrybucyjnej, który stoi przed decyzją o wdrożeniu platformy sprzedaży online. Ma przed sobą kilka ofert, porównanie funkcjonalności i arkusz kalkulacyjny z kosztami. Wszystko wygląda na proces czysto analityczny.
W tle tej decyzji dzieje się jednak coś więcej. Ten dyrektor zastanawia się, czy nowe narzędzie faktycznie odciąży jego zespół, czy raczej doda mu pracy. Zastanawia się, jak zareaguje zarząd, jeśli wdrożenie się przeciągnie albo nie przyniesie oczekiwanych rezultatów. Zastanawia się też, czy dostawca, którego wybierze, będzie dostępny w momencie, gdy pojawi się problem techniczny w najgorszym możliwym momencie, na przykład tuż przed sezonem sprzedażowym.
Firma, która w swojej komunikacji odpowiada na te obawy wprost, zamiast koncentrować się wyłącznie na liście funkcji, ma znacznie większą szansę zbudować z takim klientem relację opartą na zaufaniu. Nie chodzi o to, żeby rezygnować z argumentów merytorycznych, tylko żeby dodać do nich warstwę, która realnie odpowiada temu, co dzieje się w głowie decydenta.
Emocje jako fundament lojalności w B2B
Jednym z najważniejszych wniosków, jakie wyciągnąłem z lat pracy przy cyfrowej transformacji firm B2B, jest to, że lojalność klienta biznesowego rzadko wynika wyłącznie z ceny czy parametrów technicznych oferty. Znacznie częściej wynika z poczucia bezpieczeństwa, jakie klient odczuwa we współpracy z danym dostawcą.
To poczucie bezpieczeństwa buduje się w czasie, poprzez konsekwentne dotrzymywanie obietnic, transparentną komunikację w trudnych momentach i realne wsparcie wtedy, gdy coś idzie nie tak. Klient B2B, który raz doświadczył takiego partnerstwa, staje się znacznie odporniejszy na próby przeciągnięcia go przez konkurencję, nawet jeśli konkurencja zaproponuje niższą cenę.
Dlatego inwestowanie w budowanie tego rodzaju relacji nie jest miękkim, dodatkowym elementem strategii biznesowej. To jeden z najbardziej opłacalnych obszarów, w które firma B2B może zainwestować swój czas i uwagę.
Podsumowanie
Za każdą, nawet najbardziej racjonalnie uzasadnioną decyzją biznesową stoją ludzie z własnymi ambicjami, obawami i nadziejami. Emocje w B2B nie znikają, tylko przesuwają się w inne miejsce procesu zakupowego. Nie odpalają zakupu, ale decydują o tym, czy klient zostanie z Tobą na lata, poleci Cię innym i będzie bronić decyzji o współpracy z Tobą przed własnym zarządem.
Jeśli budujesz markę B2B, warto pamiętać, że po drugiej stronie transakcji zawsze jest konkretny człowiek, a nie anonimowa firma. Komunikacja, sprzedaż i obsługa klienta, które to dostrzegają, mają znacznie większą szansę zbudować trwałą, lojalną relację niż te, które trzymają się wyłącznie suchego, formalnego języka.
FAQ
Czy emocje w B2B naprawdę mają znaczenie, skoro decyzje podejmują całe zespoły i komisje zakupowe? Tak, i to właśnie w tych sytuacjach emocje bywają jeszcze silniejsze. Każda osoba w komisji zakupowej bierze na siebie część odpowiedzialności za decyzję, a co za tym idzie, każda z nich odczuwa własne obawy związane z ryzykiem błędu.
W którym momencie procesu zakupowego B2B emocje odgrywają największą rolę? Najsilniej działają po zakończeniu pierwszej transakcji, na etapie budowania długoterminowej współpracy. To wtedy decyduje się, czy klient zostanie lojalny wobec dostawcy, czy zacznie rozglądać się za alternatywami.
Czy wyrazista, odważna komunikacja nie odstraszy klientów B2B, którzy oczekują profesjonalizmu? Profesjonalizm i wyrazistość nie wykluczają się wzajemnie. Można komunikować się odważnie i konkretnie, jednocześnie zachowując wysoki poziom merytoryczny i rzetelność przekazu.
Jak zacząć wdrażać empatyczną komunikację w firmie B2B, która od lat mówiła bardzo formalnym językiem? Warto zacząć od małych kroków, na przykład od jednego kanału komunikacji, takiego jak blog firmowy czy media społecznościowe, i stopniowo testować bardziej ludzki, bezpośredni ton, obserwując reakcje odbiorców.
Czy budowanie relacji opartej na emocjach ma sens w branżach uważanych za bardzo techniczne, na przykład produkcyjnych czy przemysłowych? Tak, a nawet w takich branżach ma to szczególne znaczenie, ponieważ decyzje dotyczą zwykle długoterminowych, kosztownych zobowiązań, przez co poczucie bezpieczeństwa i zaufania odgrywa jeszcze większą rolę.
O autorze
Nazywam się Sebastian Śnieciński i jestem konsultantem e-commerce B2B z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem w cyfrowej transformacji firm produkcyjnych, dystrybucyjnych i hurtowych. Buduję markę panwokularach, internety tłumaczy, czyli blog i serwis doradczy dla firm B2B, które chcą zacząć sprzedawać online albo robić to skuteczniej. Na co dzień pomagam właścicielom firm, dyrektorom sprzedaży i marketingu zrozumieć, jak naprawdę wygląda proces decyzyjny ich klientów i jak budować wokół niego skuteczne strategie sprzedażowe.