I co z tego, że znajdziesz jeszcze kilka błędów po odpaleniu wdrożenia.
Ważne, żeby to nie były błędy krytyczne, które uniemożliwiłyby korzystanie z funkcjonalności.
I co z tego, że sklep czy serwis nie jest napakowany funkcjonalnościami jak makowiec makiem. Ważne, że ma to, co potrzebne na start.
Nie chodzi tu też o odwalenie fuszerki i uruchomienie serwisu, który nie działa lub działa źle.
Chodzi o to, żeby uruchomić go sprawnie, w jak najkrótszym czasie. Po to, żeby móc razem z użytkownikami go rozwijać. Bo właśnie dla nich on jest tworzony i uruchamiany.
Nie dla Ciebie, nie dla firmy, tylko dla nich.
Jeżeli w trakcie tworzenia, klient będzie stawiany w centrum, powstanie narzędzie, którego klienci potrzebują i z chęcią będa z niego korzystali.
Wielu właścicieli firm, zarządów obawia się wyjścia w rynek z małym podstawowym produktem z obawy przed byciem nieprofesjonalnym.
Autor: Sebastian Śnieciński | panwokularach.pl
Czas czytania: ok. 12 minut
Hashtagi: #MVP #SprzedażOnline #EcommerceB2B #TransformacjaCyfrowa #LeanStartup
MVP, czyli Minimum Viable Product, to najprostsza działająca wersja produktu, sklepu albo serwisu, która zawiera tylko to, co jest naprawdę potrzebne na start. Nie chodzi o produkt niedokończony ani o fuszerkę. Chodzi o narzędzie, które działa sprawnie, można je szybko uruchomić i od pierwszego dnia rozwijać razem z klientami. W tym artykule pokazuję, dlaczego warto wyjść na rynek z małym, ale porządnym rozwiązaniem, jak MVP oszczędza pieniądze i czas oraz jak podejść do niego w firmie B2B, żeby nie wpaść w typowe pułapki. Piszę o tym z perspektywy ponad dwudziestu lat pracy przy cyfrowej transformacji firm produkcyjnych, hurtowych i dystrybucyjnych.
Najważniejsze informacje
- MVP to wstępna, uproszczona wersja produktu z kluczowymi funkcjami, która pozwala szybko wejść na rynek i przetestować pomysł na realnych użytkownikach.
- Głównym celem MVP jest weryfikacja, czy rynek faktycznie potrzebuje danego rozwiązania, zanim wydasz duże pieniądze.
- MVP oszczędza czas i budżet, bo skupiasz się tylko na tym, co niezbędne, a pierwsze przychody albo opinie klientów pojawiają się szybciej.
- Małe wejście na rynek to nie brak profesjonalizmu. To rozsądne zarządzanie ryzykiem.
- Klient powinien być w centrum całego procesu, ponieważ to dla niego, a nie dla Ciebie czy dla firmy, powstaje to narzędzie.
- Kilka drobnych błędów po starcie jest normalne. Kluczowe jest to, żeby nie były to błędy, które uniemożliwiają korzystanie z produktu.
Zacznijmy od prostej prawdy o pierwszym dniu
Wyobraź sobie, że uruchamiasz nowy sklep internetowy albo platformę zamówień B2B. Odpalasz wdrożenie i po kilku dniach ktoś z zespołu znajduje jeszcze parę drobnych błędów. Gdzieś źle wyrównany przycisk, gdzieś literówka w mailu potwierdzającym zamówienie, gdzieś filtr, który mógłby działać wygodniej.
I co z tego?
Naprawdę pytam. Co z tego, że znajdziesz jeszcze kilka błędów po starcie. Ważne, żeby to nie były błędy krytyczne, takie, które uniemożliwiają korzystanie z funkcjonalności. Jeśli klient może wejść, znaleźć produkt, dodać go do koszyka i złożyć zamówienie, to serwis robi swoją robotę. Reszta to detale, które poprawisz w kolejnych tygodniach.
I co z tego, że sklep czy serwis nie jest napakowany funkcjami jak makowiec makiem. Ważne, że ma to, co potrzebne na start.
Przez ponad dwadzieścia lat pracy przy cyfryzacji firm widziałem to wielokrotnie. Najwięcej czasu, nerwów i pieniędzy tracą nie ci, którzy wystartowali z prostym rozwiązaniem, tylko ci, którzy miesiącami dopieszczali produkt w zamkniętym pokoju, zanim pokazali go komukolwiek z zewnątrz. A potem okazywało się, że rynek chciał czegoś zupełnie innego.
Dlatego dziś chcę Ci opowiedzieć o MVP. O tym, dlaczego małe potrafi być sprawne i skuteczne, i dlaczego warto się go nie bać.
MVP, czyli co właściwie budujemy
Zacznijmy od solidnej definicji, żebyśmy mówili o tym samym.
MVP (Minimum Viable Product) to wstępna, uproszczona wersja produktu, która zawiera tylko kluczowe funkcje pozwalające na szybkie wejście na rynek i przetestowanie pomysłu wśród realnych użytkowników. To praktyczne narzędzie, które pozwala podejmować lepsze decyzje biznesowe, ograniczać koszty i szybciej rozwijać nowy biznes.
Samo pojęcie spopularyzował Eric Ries w książce „The Lean Startup”. Idea jest banalnie prosta, a jednocześnie rewolucyjna dla wielu firm. Zamiast budować pełny, wypasiony produkt na podstawie własnych założeń i domysłów, budujesz jego najmniejszą sensowną wersję, wypuszczasz ją do ludzi i uczysz się na podstawie tego, co robią naprawdę, a nie tego, co Ci się wydaje, że zrobią.
Zwróć uwagę na trzy słowa w tej nazwie, bo każde jest ważne.
Minimum oznacza, że robisz tylko to, co niezbędne. Nie dokładasz dwudziestu funkcji, o których nikt Cię nie prosił.
Viable, czyli zdolne do życia. To słowo bywa zapominane, a jest najważniejsze. Produkt musi realnie działać i przynosić klientowi wartość. Nie może być wydmuszką.
Product to znaczy, że mówimy o czymś, czego klient może faktycznie użyć, a nie o makiecie w prezentacji.
Najprościej ujmując, MVP to najmniejsza wersja produktu, która działa, jest użyteczna i pozwala Ci się uczyć. Tyle i aż tyle.
Dlaczego tyle firm boi się małego startu
Tu dochodzimy do sedna. Bo skoro MVP jest takie mądre, to dlaczego tak wielu właścicieli firm i członków zarządów odruchowo się przed nim wzbrania.
Odpowiedź jest ludzka i zrozumiała. Boją się, że wyjście na rynek z małym, podstawowym produktem sprawi, że firma wyjdzie na nieprofesjonalną. Że konkurencja ma bardziej rozbudowany sklep, więc my też musimy mieć wszystko od razu. Że klient zobaczy prostą wersję i pomyśli, że nie umiemy albo nam się nie chciało.
Rozumiem tę obawę, bo dbałość o markę jest ważna. Ale w praktyce ona najczęściej prowadzi do czegoś odwrotnego, niż byśmy chcieli.
Firma miesiącami buduje ogromny system z setką funkcji, wydaje na to spory budżet, przesuwa terminy, a gdy w końcu startuje, okazuje się, że połowa tych funkcji jest kompletnie nieużywana. Klienci korzystają z trzech, może czterech rzeczy, a reszta to przepalone pieniądze i czas, który można było spożytkować na rozwój tego, co naprawdę się liczy.
Chcę tu postawić sprawę jasno, bo to często umyka. MVP to nie jest odwalenie fuszerki i uruchomienie serwisu, który nie działa lub działa źle. To zupełnie co innego. Chodzi o to, żeby uruchomić produkt sprawnie, w jak najkrótszym czasie. Po to, żeby móc rozwijać go razem z użytkownikami.
Bo właśnie dla nich on jest tworzony i uruchamiany. Nie dla Ciebie, nie dla firmy, tylko dla nich. Jeżeli w trakcie tworzenia klient będzie stawiany w centrum, powstanie narzędzie, którego klienci naprawdę potrzebują i z którego z chęcią będą korzystali.
Profesjonalizm nie polega na tym, żeby mieć od pierwszego dnia wszystko. Polega na tym, żeby dostarczyć klientowi działające rozwiązanie jego problemu i konsekwentnie je ulepszać.
Pięć powodów, dla których warto stawiać na MVP
Teraz konkretnie. Z mojego doświadczenia MVP generuje ogromną wartość i robi to na kilka sposobów. Przejdźmy przez nie po kolei.
Po pierwsze, szybko weryfikujesz, czy rynek naprawdę potrzebuje Twojego rozwiązania. To najważniejszy powód. Wypuszczając prostą wersję, sprawdzasz na realnych ludziach, czy Twój pomysł ma sens, zanim zainwestujesz w niego duże pieniądze. Minimalizujesz w ten sposób ryzyko utopienia budżetu w produkcie, którego nikt nie chciał. Lepiej dowiedzieć się tego po dwóch miesiącach i przy małym koszcie niż po dwóch latach i przy dużym.
Po drugie, oszczędzasz czas i pieniądze. Skupiasz się tylko na najważniejszych funkcjach, dzięki czemu szybciej zaczynasz generować pierwsze przychody albo zbierać kluczowe opinie klientów. Zamiast płacić przez rok za budowę czegoś, co dopiero się sprawdzi, zaczynasz zarabiać albo uczyć się znacznie wcześniej. W biznesie czas to jeden z najcenniejszych zasobów.
Po trzecie, zyskujesz elastyczność. To ogromna przewaga. Zamiast działać w ciemno, modyfikujesz produkt na bieżąco, w oparciu o realne dane i reakcje użytkowników. Widzisz, co ludzie klikają, gdzie się gubią, o co pytają w mailach i telefonach. Na tej podstawie podejmujesz decyzje. To zupełnie inna jakość niż zgadywanie przy stole konferencyjnym.
Po czwarte, budujesz przewagę konkurencyjną. Szybkie wejście na rynek pozwala wyprzedzić konkurencję i zdobyć pierwszych lojalnych klientów. Gdy konkurent nadal dopieszcza swój wielki projekt, Ty już obsługujesz klientów, uczysz się i ulepszasz. Pierwsi zadowoleni klienci potrafią zostać z Tobą na lata.
Po piąte, zmniejszasz ryzyko porażki. Testując MVP, łatwiej wychwycić błędy i realne potrzeby rynku na wczesnym etapie. A im wcześniej je poznasz, tym większa szansa, że finalny produkt trafi w punkt. To trochę jak z gotowaniem. Lepiej spróbować zupy w trakcie i doprawić, niż podać ją gościom i dopiero od nich się dowiedzieć, że była za słona.
Jak wygląda MVP w firmie B2B
Teoria teorią, ale wiem, że najbardziej interesuje Cię, jak to przełożyć na Twoją firmę. W B2B, czyli w sprzedaży do innych firm, MVP wygląda trochę inaczej niż w typowym sklepie dla konsumentów. Klient biznesowy ma swoje przyzwyczajenia, procedury i oczekiwania. Ale zasada pozostaje ta sama.
Wyobraź sobie hurtownię, która chce zacząć sprzedawać online swoim stałym kontrahentom. Pełny, docelowy system to często integracja z magazynem, z systemem księgowym, indywidualne cenniki dla każdego klienta, limity kredytowe, obsługa zamówień cyklicznych, panele dla handlowców i wiele innych rzeczy. Budowa tego wszystkiego naraz to miesiące pracy i spory budżet.
A jak może wyglądać MVP w takiej sytuacji.
Na start wystarczy platforma, na której stały klient loguje się, widzi swój indywidualny cennik, przegląda dostępne produkty, sprawdza dostępność i składa zamówienie. Nawet jeśli na początku część procesów obsługujesz częściowo ręcznie, na zapleczu, to nie szkodzi. Klient dostaje wygodę zamawiania online, a Ty zbierasz bezcenną wiedzę o tym, jak faktycznie z tego korzysta.
Kolejne funkcje dokładasz wtedy, gdy widzisz, że są potrzebne. Jeśli klienci masowo pytają o historię zamówień, dodajesz historię zamówień. Jeśli okazuje się, że kluczowe jest ponawianie ostatniego zamówienia jednym kliknięciem, to robisz właśnie to. Rozwijasz produkt w kierunku, który wskazują Ci sami użytkownicy, a nie w kierunku, który wydawał się dobry na etapie planowania.
To podejście jest szczególnie cenne w firmach, które dopiero zaczynają swoją przygodę ze sprzedażą online. Zamiast rzucać się od razu na głęboką wodę i budować cyfrowego kolosa, robisz pierwszy sensowny krok, oswajasz z nim klientów i swój zespół, a potem świadomie idziesz dalej.
Od czego zacząć, czyli prosty plan na pierwszy krok
Skoro wiemy już, czym MVP jest i dlaczego się opłaca, zostaje pytanie praktyczne. Jak się do tego zabrać. Nie potrzebujesz do tego skomplikowanej metodologii. Wystarczy kilka rozsądnych pytań, które zadasz sobie i zespołowi.
Zacznij od jednego, konkretnego problemu klienta, który chcesz rozwiązać. Nie od dziesięciu, tylko od jednego, najważniejszego. Na przykład od tego, że klient chce składać zamówienia o dowolnej porze, bez czekania na dostępność handlowca.
Następnie zastanów się, jaka jest najkrótsza droga, którą klient musi przejść, żeby ten problem został rozwiązany. Rozpisz tę drogę krok po kroku, od momentu wejścia na stronę aż do finału, czyli złożonego zamówienia. To, co jest na tej ścieżce niezbędne, wchodzi do MVP. Wszystko poza nią czeka na później.
Kolejna rzecz to ustalenie, jak zmierzysz sukces. Może to być liczba złożonych zamówień, liczba aktywnych klientów albo choćby to, czy ludzie w ogóle wracają. Bez tego nie będziesz wiedział, czy Twoje minimum działa, czy nie.
Na koniec zaplanuj, w jaki sposób będziesz zbierać opinie. Rozmowa telefoniczna z pierwszymi użytkownikami, krótka ankieta, obserwacja tego, gdzie klienci się gubią. To wszystko są kopalnie wiedzy, które podpowiedzą Ci, co dodać w następnej kolejności. Ten prosty plan wystarczy, żeby ruszyć z sensem i uniknąć błądzenia po omacku.
Najczęstsze błędy przy budowie MVP
Skoro mówimy uczciwie, to muszę Cię też ostrzec przed pułapkami. Bo MVP źle rozumiane potrafi zaszkodzić. Oto trzy błędy, które widuję najczęściej.
Pierwszy błąd to mylenie MVP z bylejakością. To już podkreślałem, ale powtórzę, bo to naprawdę ważne. Minimalny nie znaczy zepsuty. Jeśli klient wejdzie na Twoją platformę i nie będzie w stanie złożyć zamówienia, bo koszyk się wiesza, to nie zbudowałeś MVP. Zbudowałeś problem wizerunkowy. Minimalny zakres, tak. Minimalna jakość działania tego zakresu, nigdy.
Drugi błąd to rozdmuchiwanie tego minimum. Bardzo łatwo wpaść w pułapkę pod tytułem „to jeszcze dorzućmy, przecież to tylko drobiazg”. Każdy taki drobiazg wydłuża czas i podnosi koszt. Zanim dodasz cokolwiek do zakresu startowego, zadaj sobie proste pytanie. Czy klient może z tego skorzystać, jeśli tej funkcji zabraknie na starcie. Jeśli odpowiedź brzmi tak, to funkcja może poczekać na później.
Trzeci błąd to wypuszczenie MVP i brak dalszej pracy. MVP to nie meta, tylko linia startu. Cała jego siła tkwi w tym, że słuchasz użytkowników i rozwijasz produkt. Jeśli po starcie zostawisz go samemu sobie i nie zbierasz opinii, tracisz największą korzyść z całego podejścia. Zaplanuj, jak będziesz zbierać informacje zwrotne, kto będzie za to odpowiadał i jak często będziecie wprowadzać usprawnienia.
Perfekcjonizm bywa najdroższą decyzją
Chcę zostawić Cię z jedną myślą, która przez lata potwierdzała się u moich klientów raz za razem.
W biznesie cyfrowym perfekcjonizm potrafi być bardzo kosztowny. Nie dlatego, że jakość jest zła. Jakość jest ważna. Ale dążenie do dostarczenia wszystkiego naraz i w idealnej formie od pierwszego dnia zwykle oznacza opóźnienia, przepalony budżet i produkt oparty na założeniach, które nikt nie sprawdził w praktyce.
MVP jest wyrazem pokory wobec rynku. To przyznanie, że nie znamy z góry wszystkich odpowiedzi i że najlepszym nauczycielem jest sam klient. Zamiast zamykać się z produktem na miesiące, otwierasz się na rynek, uczysz się i budujesz coś, czego ludzie naprawdę chcą.
Może i małe. Ale sprawne, działające i rozwijane w dobrym kierunku. A to w e-commerce znaczy więcej niż długa lista funkcji, których nikt nie używa.
Jeśli zastanawiasz się nad rozpoczęciem sprzedaży online albo nad tym, jak robić to skuteczniej, potraktuj MVP jako swój pierwszy, świadomy krok. Nie musisz mieć od razu wszystkiego. Musisz mieć coś, co działa i co możesz rozwijać razem z klientami.
FAQ. Najczęściej zadawane pytania o MVP
Czym różni się MVP od gotowego produktu? Gotowy produkt zawiera pełny zakres zaplanowanych funkcji i jest efektem dłuższej pracy. MVP to jego najmniejsza działająca wersja, która ma tylko funkcje kluczowe dla klienta na start. Różnica nie polega na jakości działania, tylko na zakresie. MVP działa dobrze, ale robi mniej rzeczy, po to żeby szybciej trafić do użytkowników i uczyć się na ich realnych reakcjach.
Czy MVP nadaje się dla firm B2B, czy tylko dla startupów? Nadaje się bardzo dobrze także dla firm B2B, w tym produkcyjnych, hurtowych i dystrybucyjnych. Wiele takich firm z powodzeniem zaczyna sprzedaż online od prostej platformy zamówień dla stałych klientów i rozbudowuje ją stopniowo. Klient biznesowy ceni wygodę i sprawność, a nie liczbę funkcji. Ważne, żeby MVP obsługiwało jego kluczowy proces, czyli zwykle złożenie zamówienia po ustalonych warunkach.
Ile kosztuje zbudowanie MVP? Nie ma jednej ceny, bo wszystko zależy od zakresu i stopnia skomplikowania procesów w firmie. Sedno MVP polega jednak na tym, że kosztuje wyraźnie mniej niż pełne wdrożenie, ponieważ budujesz tylko to, co niezbędne na start. Dzięki temu ograniczasz ryzyko finansowe. Zamiast inwestować cały budżet w jednym rzucie, wydajesz mniej na początek i dokładasz kolejne środki wtedy, gdy widzisz, że produkt się sprawdza.
Co, jeśli po starcie okaże się, że są błędy? Drobne błędy po starcie to normalna część procesu i nie ma się czym martwić. Kluczowe jest tylko to, żeby nie były to błędy krytyczne, które uniemożliwiają korzystanie z produktu. Jeśli klient może wykonać najważniejsze działanie, na przykład złożyć zamówienie, to serwis spełnia swoją rolę. Pozostałe usterki poprawiasz na bieżąco, w kolejnych aktualizacjach.
Jak poznać, że MVP jest gotowe do startu? MVP jest gotowe wtedy, gdy realny klient może samodzielnie przejść przez najważniejszy dla niego proces od początku do końca i uzyskać oczekiwany efekt. Jeśli potrafi wejść, znaleźć to, czego szuka, i sfinalizować działanie bez pomocy z Twojej strony, to znaczy, że masz działające minimum. Wtedy warto ruszać, zbierać opinie i rozwijać produkt dalej.
Czy klient nie pomyśli, że firma jest nieprofesjonalna, skoro produkt jest prosty? To częsta obawa, ale w praktyce liczy się przede wszystkim to, czy narzędzie rozwiązuje problem klienta. Prosty, ale sprawnie działający produkt buduje zaufanie znacznie skuteczniej niż rozbudowany system, który jest powolny albo zawiera funkcje, z których nikt nie korzysta. Profesjonalizm to dostarczenie realnej wartości i konsekwentne ulepszanie, a nie liczba przycisków na starcie.
O autorze
Nazywam się Sebastian Śnieciński i jestem konsultantem e-commerce B2B z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem w cyfrowej transformacji firm produkcyjnych, dystrybucyjnych i hurtowych. Buduję markę panwokularach, internety tłumaczy, czyli blog i serwis doradczy dla firm B2B, które chcą zacząć sprzedawać online lub robić to skuteczniej. Na co dzień pomagam właścicielom firm oraz dyrektorom sprzedaży i marketingu przekładać złożone tematy cyfrowe na proste, wykonalne kroki. Jeśli myślisz o starcie sprzedaży w internecie albo o usprawnieniu tego, co już masz, chętnie pomogę Ci znaleźć sensowny pierwszy krok.
Więcej znajdziesz na panwokularach.pl.